Czwartek, 13 grudnia 2018

Tagi: inowrocław retro żużel historia

6 kwietnia 2015, aktualizowano: 7 kwietnia 2015

Zawsze w lewo - o historii inowrocławskiego żużla

Jarosław Hejenkowski

Starsi wspominają z nostalgią. Młodzi często nie wiedzą. W Inowrocławiu przed laty był żużel. Nawet za najlepszych czasów kujawskiego futbolu na jednym meczu nie było ponad 10 tysięcy kibiców. Jest jednak dyscyplina, która od piłki nożnej była popularniejsza. Inowrocław zapisał się w niej, niestety, czarnymi zgłoskami.

Po wojnie na Kujawach szybko rozwijało się kilka dyscyplin sportowych. Reaktywowano stare lub powstawały nowe kluby piłkarskie, starano się odbudować boks czy lekkoatletykę. Pojawił się również sport nowy, w którym adrenalina była tak duża, że przyciągał tysiące kibiców.


Nie można by praktycznie mówić o inowrocławskim żużlu, gdyby nie Zbigniew Chałupczak. Zaczynał od żeglarstwa, później zauroczył go boks, ale najbardziej zasłynął z jazdy na motocyklu.

- Od najmłodszych lat byłem człowiekiem bardzo impulsywnym i właśnie te dyscypliny pozwalały na wyżycie się. W boksie nauczyłem się odwagi i waleczności, podobnie jak na żużlu i w żeglarstwie. Przydało mi się to bardzo w życiu – mówił w jednym z wywiadów.
Zbigniew Chałupczak na inowrocławskim torze, który został zamknięty po tragicznym wypadku

fot. Archiwum

Zbigniew Chałupczak na inowrocławskim torze, który został zamknięty po tragicznym wypadku


Na motocyklu zaczął jeździć rok po wojnie, gdy uzyskał prawo jazdy, a w zawodach żużlowych wystartował w 1947 roku. Debiut miał raczej zniechęcający.

Wychodząc z wirażu wpadł na drewnianą bandę, wyleciał w powietrze i wylądował na głowach widzów.

Ale w żadnym stopniu to go nie zniechęciło, bo miał charakter. Oddaje to opis incydentu na jednym z meczów żużlowych, gdy prowadził niezagrożony, ale zerwała mu się linka gazu.

- Ambitny zawodnik w ostatniej chwili schwycił jedną ręką linkę od gazu, a drugą trzymał kierownicę i ukończył bieg jako pierwszy, chociaż całe jedno okrążenie jechał, prowadząc maszynę jedną ręką – relacjonowała prasa.
Znakomity kujawski żużlowiec ma poświęconą sobie gablotę, która znajduje się w holu hali na Rąbinie

fot. Jarosław Hejenkowski

Znakomity kujawski żużlowiec ma poświęconą sobie gablotę, która znajduje się w holu hali na Rąbinie


W latach 50. inowrocławscy żużlowcy występowali w barwach Unii, czyli późniejszej Noteci. Oprócz wspomnianego Zbigniewa Chałupczaka w zawodach jeździli Zygmunt Pociecha, Wacław Gałęzewski, Leszek Terpiłowski, Marian Kwarciński, Ignaczak, Szumski, Białka, Grzybowski i Borowicz.

Mecze rozgrywano wtedy na stadionie przy ul. Wierzbińskiego. Obiekt ten nie przypominał w niczym stadionu sprzed remontu, nie mówiąc o tym, jak wyglądają żużlowe obiekty teraz. Ale kibiców było mnóstwo, czasem nawet 12 tysięcy.

- Na występy naszych żużlowców przybywał gremialnie nie tylko cały sportowy Inowrocław. Wybierali się tradycyjnie mieszkańcy okolicznych miast i miasteczek – opisywał Henryk Lewicki w jednej z publikacji.
Maszyny miały wtedy mniejszą moc i były wolniejsze, ale żużel należał już wtedy do dyscyplin bardzo niebezpiecznych.

- Podczas meczu z ówczesnym Tramwajarzem w Łodzi, wyprzedzający mnie zawodnik gospodarz na prostej nagle upadł. Jechałem na dużej szybkości. W ułamku sekundy musiałem wybrać albo najechanie na przeciwnika, albo uderzenie w jego leżący po drugiej stronie toru motocykl. Wybrałem to drugie maksymalnie kładąc przed uderzeniem własną maszynę. Wyszedłem z tego bez większego szwanku – wspomina Zbigniew Chałupczak.
Jeszcze kilka lat temu na stadionie przy ulicy Wierzbińskiego warunki były takie, że piłkarze mimo woli czasem żużel uprawiali

fot. Jarosław Hejenkowski

Jeszcze kilka lat temu na stadionie przy ulicy Wierzbińskiego warunki były takie, że piłkarze mimo woli czasem żużel uprawiali


Zawodnik ten zdobywał regularnie tytuły na Pomorzu. Obliczono, że w trójmeczu w Żninie pobił aż o 2 sekundy rekord toru należący do samego Alfreda Smoczyka.

W 1951 roku w dramatycznych okolicznościach zamknięto dla żużla inowrocławski stadion. Podczas treningu przed meczem inowrocławskiej Unii, Gwardii Śrem i rezerw Unii Leszno młody zawodnik tego ostatniego klubu Franciszek Kutrowski stracił panowanie nad maszyną, wyleciał za bandę i uderzył pechowo głową w drzewo. Zmarł w szpitalu, będąc pierwszą polską ofiarą tej niebezpiecznej dyscypliny sportu.

Komisja badająca przyczyny wypadku wydała po tej tragedii zakaz rozgrywania meczów żużlowych w Inowrocławiu. Sekcja żużlowa została rozwiązana i już nigdy w mieście czarny sport nie zagościł.

Sukcesy utalentowanego Zbigniewa Chałupczaka sprawiły jednak, że zainteresowała się nim Unia Leszno. W jej barwach zdobył tytuł mistrza kraju. Później odnowiła mu się jednak kontuzja nogi i ze speedwaya musiał zrezygnować.

Komentarze

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 26-06-2015 10:00

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Zygmunt Białka : Można otrzymać źródła tych danych a konkretnie imię zawodnika BIAŁKA:-) Może to był mój Tata? Pozdrawiam:-) Zygmunt Białka ezabialka@wp 608536485

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz